Ogrzewanie konwekcjonalne kontra podczerwień

Ogrzewanie konwekcjonalne kontra podczerwień

Szczerze mówiąc, konwencjonalne ogrzewanie to kłopot. Tak, kłopot. Naturalnie mniejszy, jeśli mieszkasz w bloku i z głowy masz kwestię palenia w piecu i czynności, które są związane z tym obowiązkiem. Tych z kolei jest mnóstwo: opał wszak się sam do pieca nie załaduje. Ba, nawet nie znajdzie się w kotłowni w cudowny sposób. A przecież to nie koniec problemów z tego typu ogrzewaniem. Kiedy wreszcie odkręcisz kaloryfery na full, by jak najszybciej ogrzać to pomieszczenie, w którym jesteś (i wszystkie pozostałe – są wszak naczyniami połączonymi), to w oczekiwaniu na żądaną temperaturę lepiej… załaduj się do łóżka, i to z termoforem! Czemu? Ponieważ nie przeskoczysz praw fizyki. A one są takie, że ciepłe powietrze leci do góry, ty zaś w pierwszej kolejności ogrzewasz nie siebie, a swój sufit. Ściany i wszystko, co jest na twojej wysokości, pozostaje chłodne, często wręcz wilgotne, co ma swoje konsekwencje w postaci rozrastającego się grzyba w niedosuszonych i nieprzewiewnych miejscach. Uwierz mi, proszę, że nie jest to problem tylko natury estetycznej. Żaden lekarz nie podpisze się przecież pod stwierdzeniem, że oddychać powietrzem przesyconym zarodnikami pleśni jest prozdrowotnie. Dopiero jak owo górne powietrze nieco się ochłodzi, wzbijając wcześniej kurz (kaloryfery, nawet te najnowszej generacji, są jednym z tych miejsc w domu, które kumuluje go najwięcej), wysuszając stojące na oknie rośliny doniczkowe i twoją śluzówkę nosa, możesz próbować wychodzić spod kołdry. Tylko uważaj na stopy! Przy samej podłodze nadal będzie zimnej, nawet o 10 stopni Celsjusza.

Czy można zatem dom lub mieszkanie ogrzewać inaczej? Otóż można. Ci, którzy skorzystali z innowacyjnego rozwiązania, jakim jest ogrzewanie na podczerwień, twierdzą, że wręcz trzeba. Ja uważam, że z pewnością warto. Warto ogrzewać dom... z wisienką na torcie! Zaraz wytłumaczę, o co chodzi.

Przewińmy więc taśmę do początku, do momentu, kiedy zziębnięty wracasz do wychłodzonego domu lub mieszkania. Tym razem jednak jesteś szczęśliwym posiadaczem paneli ogrzewania na podczerwień, które potrzebują jedynie miejsca na ścianie czy suficie z możliwością podłączenia do gniazdka elektrycznego. W łazience pełnią rolę lustra, w kuchni służą za tablicę, na której z rodziną zapisujesz sprawy organizacyjne czy to, co się skończyło w lodówce, w pokoju dziecięcym są miejscem na radosną twórczość pociech, zaś w salonie są gustownym obrazem na ścianie podkreślającym charakter wnętrza. Dzięki dołączonemu pilotowi do każdego z nich, ich obsługa jest bajecznie prosta, ty zaś w czasie krótszym niż zagotowanie wody do termoforu cieszysz się przytulnie i równomiernie ogrzanym pomieszczeniem. Dzieje się tak dlatego, że podczerwień jako nośnik ciepła wykorzystuje zarówno wszystkie powierzchnie, jak i przedmioty czy żywe organizmy, które są w danym pomieszczeniu (bez konieczności ogrzewania miejsc, w domu, z których w danej chwili nie korzystasz). Nie ogrzewa zaś niepotrzebnie powietrza, które uciekłoby od ciebie tym dalej, im wyższe masz mieszkanie. Proste? Banalnie proste! Dodaj to tego, że panele te są bezawaryjne, szalenie estetyczne, przyjazne alergikom. Zasadniczo grzeją jak słońce. Nie wymagają też zabiegów takich jak odpowietrzanie czy napełnianie ich wodą. Właściwie to poza dostępem do prądu nie wymagają niczego innego. Zapytasz w takim razie, ile ogrzewanie na podczerwień by cię kosztowało. Zajrzyj, proszę, do swoich rachunków za dotychczasowe ogrzewanie i od podanych kwot odejmij nawet 65 proc. I to jest ta wisienka, o której wspomniałam wcześniej. Sympatycznie, prawda?

Zostaw komentarz

* Imię
* E-mail: niewidoczny
* Treść komentarza
Przepisz kod